Wykładowca UAM rozbił samochód o ścianę uczelni Publikacja: 21.10.2019 g.13:54 Aktualizacja: 21.10.2019 g.14:39 Poznań kolega rozbił mój samochód. Miał 2 promile i dwie nastolatki na pokładzie. Nie zmieścił się na szerokiej drodze. Kierowca Volkswagena Golfa w okolicy ronda stracił panowanie nad pojazdem i wpadł na wysepkę uszkadzając infrastrukturę drogową. 22-latek, który rozbił samochód, jechał z 22-letnim kolegą i dwiema 14-latkami. Na DK 25 między Bydgoszczą a Tryszczynem samochód osobowy marki BMW wypadł z drogi. Uderzając w drzewo, rozpadł się na części. Na miejsce zostały wysłane 3 zastępy straży pożarnej. Kierowca był przytomny. Z obrażeniami nóg został przekazany pod opiekę zespołu ratownictwa medycznego. Przyczyny wypadku ustala policja. rozbił mi auto czy TU zwróci za naprawę . Jeszcze nie załatwiłam jednej sprawy, a tu dziś : Stoimy na światłach auta A, B, Ja. Auto A : kierunkowskaz w lewo i wjeżdża w ulicę w lewo. . – Jacka znam od podstawówki, razem pracujemy i chodzimy na imprezy – opowiada Mariusz. – On zawsze był dowcipnisiem, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że wpadnie na tak głupi pomysł! Mariusz nie miał najmniejszych obaw, kiedy Jacek poprosił go o pożyczenie auta – wybierał się do swojej dziewczyny, która mieszka kilkadziesiąt kilometrów od Poznania. – Auto wróciło do mnie zupełnie odmienione – mówi mężczyzna. – Nie jest już niebieskie, lecz różowe! W dodatku wnętrze samochodu zostało wyłożone w całości pluszem z ozdobnikami w postaci kwiatów, koralików i cekinów. – To jest po prostu koszmar – skarży się Mariusz. – Jacek nie tylko zniszczył mi samochód, ale i naszą przyjaźń. Czy pożyczając samochód bez żadnej umowy, mogę mieć jakiekolwiek roszczenia względem kolegi? Małgorzata Stabryła-Storek, radca prawny z Centrum Pomocy Prawnej dla Czytelników Faktu, tel. 22 46 00 000, W przypadku bezumownego korzystania z cudzej rzeczy właścicielowi należy się odszkodowanie za zużycie lub pogorszenie rzeczy. Za szkodę odpowiada osoba, której zawinione zachowanie jest źródłem powstania szkody. Wysokość odszkodowania ustala się w oparciu o rozmiar szkody poniesionej przez właściciela samochodu. Właściciel może żądać od osoby, która użytkowała jej rzecz, pokrycia szkód, jakie poniósł w związku z nieprawidłowym używaniem rzeczy. Naprawienie szkody powinno nastąpić, według wyboru poszkodowanego, albo poprzez przywrócenie stanu poprzedniego, albo przez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej. Jednakże gdyby przywrócenie stanu poprzedniego było niemożliwe albo gdyby pociągało za sobą dla zobowiązanego nadmierne trudności lub koszty, roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu. Zgłosiła się do nas czytelniczka, której samochód - zaparkowany na ulicy - został "przestawiony" przez inne auto. Z pozoru niegroźne uderzenie uszkodziło układ kierowniczy i karoserię fiata grande punto. Od miesiąca pojazd pani Ewy jest unieruchomiony, bo ta musi użerać się z ubezpieczalnią. Przedstawiamy jej wyczerpującą relację. Istny galimatias. Dzień I ( Zacznijmy od samego początku. 8 lutego, około godz. 14, zaparkowałam swój samochód na ul. Żywieckiej w Gdańsku. Zaparkowałam prawidłowo, równolegle do chodnika po prawej stronie. Po ponad godzinie wróciłam do auta i zauważyłam, że coś jest nie tak. Fiat zmienił pozycję - z równoległej na ukośną, a prawe koło znalazło się na chodniku. Podeszłam do auta od strony kierowcy i dostrzegłam uszkodzenia na drzwiach, progu, błotniku i przednim kole. Z relacji jednego z mieszkańców pobliskiego bloku przy ul. Żywieckiej - który po usłyszeniu potężnego huku wyjrzał przez okno - wynika, że kierowane przez kobietę czerwone auto uderzyło w moje grande punto. Impet był tak duży, że fiat "wskoczył" na kilkunastocentymetrowy krawężnik. Z racji na sporą liczbę świadków zdarzenia, pani postanowiła pozostawić za wycieraczką mojego auta kartkę z namiarem do siebie. Około godz. 15:30 skontaktowałam się z kobietą, która potwierdziła, że spowodowała uderzenie. Zdradziła, że mieszka bardzo blisko miejsca zdarzenia, ale ku mojemu zdziwieniu odmówiła spotkania i podpisania oświadczenia sprawcy kolizji. Poinformowałam szanowną panią, że jeśli się nie pojawi, wezwę policję. Odmówiła. Zadzwoniłam pod numer alarmowy 112. Po kwadransie na miejscu pojawił się policyjny radiowóz. Na polecenie funkcjonariuszy raz jeszcze skontaktowałam się ze sprawczynią. Telefon przejął jeden z policjantów, któremu kobieta przekazała informacje o jej miejscu zamieszkania i numerze rejestracyjnym auta. Funkcjonariusz nalegał, aby sprawczyni pojawiła się w miejscu zdarzenia. Kobieta jednak ponownie odmówiła. Została jedynie pouczona o dalszych konsekwencjach. Około godz. 16:45 czynności dobiegły końca. Przy próbie odjechania z miejsca zdarzenia okazało się, że auto ma nie tylko uszkodzoną karoserię i koło, ale również układ kierowniczy. Byłam zmuszona pozostawić samochód na miejscu i wrócić do oddalonego o 16 km domu innym środkiem transportu. Co ciekawe, po godz. 17, gdy byłam już blisko miejsca zamieszkania, nieoczekiwanie zadzwoniła sprawczyni. Kobieta poinformowała mnie, że może spisać oświadczenie, ale wyłącznie w towarzystwie jej osoby towarzyszącej. Prawdopodobnie męża. Przekazałam państwu, że mogę wrócić na ul. Żywiecką, ale spiszemy oświadczenie przy policji. Nie zgodzili się na obecność był wyczerpujący dzień, ale to niestety dopiero początek mozolnej walki o swoje prawa. Dzień II ( podstawie numeru rejestracyjnego samochodu sprawczyni ustaliłam przez internet numer polisy i ubezpieczyciela, u którego pani wykupiła OC. Telefonicznie zgłosiłam szkodę do Generali. Zaproponowano mi auto zastępcze albo ekwiwalent pieniężny w wysokości 600 zł. Wybrałam samochód. Po kilku godzinach odebrałam auto zastępcze. Pomyślałam - wszystko idzie całkiem sprawnie. Udostępnili mi samochód, przyjedzie rzeczoznawca i wyceni szkodę, naprawią mojego fiata, wszystko wróci do normy. Byłam dobrej myśli. III ( Na ten dzień otrzymałam wezwanie do Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku w celu złożenia zeznań. Po spotkaniu z funkcjonariuszami udałam się na ul. Żywiecką na kolejne spotkanie, tym razem z rzeczoznawcą Generali. Pracownik z ubezpieczalni zanotował każdą skazę na karoserii 12-letniego auta. Dosłownie - każdą. Nawet delikatne wgniecenie na klapie bagażnika, które auto ma od dłuższego czasu. Mężczyzna był nieuprzejmy. Twierdził, że drzwi kierowcy nie ucierpiały w tym zdarzeniu, a widoczne rysy to stare otarcia. Zmroziło mnie. Około godz. 13 otrzymałam pierwszy kosztorys i protokół oględzin. Zmroziło mnie po raz drugi. Ten kosztorys to jeden wielki żart. Rzeczoznawca uznał, że da się naprawić auto za 750 zł. Problem w tym, że w tej kalkulacji nie ma ani słowa o uszkodzonym układzie kierowniczym, nie ma też przybliżonego kosztu dostarczenia samochodu do jakiegokolwiek warsztatu. Rzeczoznawca zignorował również fakt, że fiat zaparkowany był równolegle do krawężnika, a koła były ustawione w pozycji na wprost. Skręcenie kół nastąpiło dopiero wskutek uderzenia. Mało tego, wymyślił teorię, że auto sprawczyni uderzyło w bieżnik koła lewego od przodu. To kompletna bzdura, przecież kobieta przyznała się, jak było w człowiek niewiele może z tego "bełkotu" zrozumieć, ale w pewnym momencie dociera do niego, że to świadome działanie ignorujące poważne uszkodzenia, których auto doznało 8 lutego. Rodzi się pytanie: czy wynika to z niekompetencji rzeczoznawców, a może to po prostu zalecenia, do których muszą się stosować pracownicy ubezpieczalni?Dzień IV ( nie zgodziłam się na zaniżoną wycenę szkody. Wysłałam pismo do Generali ze skargą na sposób przeprowadzenia oględzin przez rzeczoznawcę. Poinformowałam również ubezpieczyciela, że oddaję samochód w ręce autoryzowanego serwisu Fiata, który naprawi auto samego dnia laweta zabrała samochód do warsztatu. Z uwagi na bardzo mocno skręcone koła, sam załadunek auta trwał około godziny. W ASO złożyłam wszystkie niezbędne dokumenty i podpisałam cesję praw z że w końcu zakończy się sprawa nieudolnego prowadzenia likwidacji szkody przez Generali. Nic bardziej V ( odpowiedź na złożoną przeze mnie skargę. Odpowiedział mi... sam zainteresowany, czyli rzeczoznawca. To chyba nie powinno tak wyglądać? - W związku z tym, że odwołanie klientki dotyczyło w znacznej mierze merytorycznych aspektów wyceny - na pytanie odpowiedział rzeczoznawca. W większości przypadków odwołania klientów analizuje i odpowiada na nie, dedykowany do tego celu dział odwołań i reklamacji - wyjaśnia Justyna Szafraniec, rzecznik prasowy Generali. Problem w tym, że auto zostało kupione w polskim salonie i nigdy nie miało wymienianej przedniej szyby. Dzień VI ( wyceniło naprawę Fiata należącego do pani Ewy. Kosztorys został przekalkulowany przez Otrzymaliśmy kosztorys z warsztatu, wybranego przez klientkę. W związku z tym, że zakres naprawy znacznie różnił się od naszych wstępnych oględzin, zleciliśmy kolejne, aby potwierdzić związek przyczynowo-skutkowy dodatkowych uszkodzeń ze zdarzeniem - dodaje. Dzień VII ( telefon z warszawskiej centrali ubezpieczyciela. Osoba dzwoniąca zadała krótkie pytanie: gdzie jest pani samochód? Odpowiedziałam, że w warsztacie, po czym momentalnie połączenie zostało przerwane. Próbowałam oddzwonić, ale przez cały czas numer był zajęty. W godzinach wieczornych Centrum Pomocy Generali przysłało mi SMS-a z informacją, że następnego dnia muszę zwrócić samochód zastępczy. Dzień VIII ( dnia nastąpiła kulminacja. Festiwal nieudolności ubezpieczyciela trwał dalej. Wszystko zaczęło się z samego rana, kiedy zadzwoniłam do Generali w celu wyjaśnienia kwestii auta zastępczego. No i zaczęła się saga odsyłania od osoby do osoby, z działu do działu. I tak w kółko, milion telefonów, godziny "wiszenia" na linii i zero poczucia odpowiedzialności. Napiszę w skrócie, streszczę cztery godziny telefonicznego użerania się z konsultantami Generali. Otóż ubezpieczyciel poinformował mnie, że nie dotarły do nich żadne dokumenty z warsztatu. Z kolei po kontakcie z ASO okazało się, że ich kosztorys na kwotę - uwaga - 6157 zł nie tylko został wysłany, ale Generali zdążyło już odesłać odpowiedź, w której uznane zostały wcześniej pominięte szkody (próg i opona), zakwestionowano jednak uszkodzenie układu kierowniczego. Poinformowano mnie, że warsztat odwiedzi rzeczoznawca... z Lublina, który wykona dodatkowe oględziny. Po kilku godzinach przekazano mi również informację, że mogę korzystać z samochodu zastępczego do zakończenia naprawy mojego auta. W końcu jakiś IX ( ASO pojawił się rzeczoznawca Generali, który dokonał dodatkowych oględzin pojazdu. Pracownik ubezpieczalni naniósł kolejne poprawki na kalkulację stworzoną przez serwis. Ubezpieczyciel podniósł kwotę naprawy z 4550 zł na 5410 zł. Do pełni szczęścia wciąż jednak brakuje, bo autoryzowany serwis Fiata postawił sprawę jasno: albo ubezpieczyciel zgodzi się na naszą kalkulację albo my nie naprawimy pani auta. Dzień X ( kilku dniach zażartych negocjacji na linii ASO - Generali, w końcu strony doszły do porozumienia. Ubezpieczalnia zgodziła się na nową, jeszcze wyższą kalkulację. Ostateczna kwota naprawy - 6371 zł. A przypomnijmy, że pierwotny kosztorys Generali opiewał na kwotę... 750 zł. Można? Można. Zastanawia mnie fakt, dlaczego tak bardzo różnią się kalkulacje ASO i ubezpieczalni?- W tym konkretnym przypadku różnica wynika z zakresu uszkodzeń, jaki był możliwy do stwierdzenia podczas pierwszych oględzin i tym, co możliwe było do stwierdzenia w warunkach warsztatowych, po demontażu elementów zewnętrznych. Dodatkowo wyjaśniamy, że Generali proponuje zawsze możliwość naprawy pojazdu w swojej sieci naprawczej na zasadach rozliczenia bezgotówkowego. Ceny napraw w różnych warsztatach mogą się znacząco różnić, natomiast Generali gwarantuje możliwość naprawy we współpracującym warsztacie za kwotę zgodną z ostatecznym kosztorysem, wykonanym przez Generali. Jeżeli klient jest zainteresowany naprawą w innym warsztacie, może oczywiście tego dokonać również bezgotówkowo. Wówczas zakres naprawy i jego koszt jest uzgadniany między tym warsztatem a ubezpieczycielem, a po naprawie ubezpieczyciel opłaca fakturę wystawioną przez warsztat - zdradza tak minął okrągły miesiąc od feralnego zdarzenia na ul. Żywieckiej. Wciąż nie mam swojego auta, jeżdżę samochodem zastępczym, ale na całe szczęście, chyba zmierzamy do finału sprawy. Czego zabrakło w tej całej historii? Profesjonalizmu, a przede wszystkim zwyczajnej ludzkiej empatii. To smutne. - Za ten czas oczekiwania klientki i niedogodności z tym związane, serdecznie przepraszamy. W tym czasie - w ramach ubezpieczenia OC - klientka użytkowała i nadal użytkuje auto zastępcze, które - mamy nadzieję - chociaż w części zniweluje niedogodności wynikające z unieruchomienia jej samochodu - zakończyła Justyna wspomnę już o kobiecie, która spowodowała całe to zamieszanie. Konsekwencje? Straci zniżki i zapłaci mandat karny w wysokości 100 zł. To tyle. Jak jej problemy mają się do całej tej farsy, w którą zostałam uwikłana? Nijak. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że osób w podobnej do mojej sytuacji jest cała masa. Tym bardziej uważam, że trzeba takie tematy nagłaśniać. Niech w końcu ubezpieczalnie zaczną nas traktować poważnie. #541 Wezmę Dębicę. Potrzebuję dwie sztuki na przód, bo mam dwie sztuki na tylnej osi w bardzo dobrym stanie. Zobaczę, jak będzie z trakcją po deszczu i ze ścieralnością, którą wszyscy chwalą. Niestety, Hankooki poleciały bardzo szybko, być może dla tego, że dużo jeżdżę. Były nówki i dwie sztuki skończyły się po dwóch sezonach. Jeśli Dębice mi nie będą tak odpowiadały, jak Hankooki, to polecą na tył na następny sezon, a na przód wjedzie Ventus S1 EVO3. #542 Na przód czy na tył? Lepsze opony na tył czy przód? [Testy] » Oponeo Gdzie montować lepsze opony? Na przednią czy tylną oś? Sprawdź nasz artykuł i poznaj zalety i wady montowania lepszych opon z tyłu lub z przodu w zależności od rodzaju napędu samochodu. #543 na przód zawsze montuje lepsze, nigdy mnie to nie zawiodło. Jakoś nigdy nie chciała mi dupa uciec przy wyższej prędkości. Podstawa to nie mieć łysych opon i sprawne zawieszenie. Wolę szybciej wyhamować przed zagrożeniem, niż zastanawiać się, czy mi kiedykolwiek tyłem będzie zarzucało. Jak masz samochód niesprawny technicznie i 10 letnie, sparciałe gumy, to nic Cie nie uratuje. Deleted member 7 #544 Ja zawsze lepsze zakładam na przodzie bo na tej osi ścierają się u mnie szybciej. Gdybym zakładał lepsze na tył bez rotowania to co dwa sezony dwie nówki, a tak rotuje tył przód i cały komplet zużywa się równo i opony są w tym samym wieku co też ma wpływ na ich właściwości #545 no u mnie była rotacja przód-tył, a mimo to, Hankooki Ventus S1 EVO2 poleciały bardzo szybko. Stąd moja chęć przetestowania Dębicy, która jest chwalona za niską ścieralność. Żeby nie było - zawieszenie w stanie idealnym, całość oryginał Renault + Febi Bilstein. Możliwe, że mam delikatnie nierówny nacisk, bo na tył mam założone wzmacniane sprężyny i troszkę mam wyżej kufer względem przodu. #546 Możliwe, że mam delikatnie nierówny nacisk, bo na tył mam założone wzmacniane sprężyny i troszkę mam wyżej kufer względem przodu. To nic nie zmienia. Nacisk i tak jest nierówny w aucie przednionapędowym. Ja też zawsze wybieram lepsze na przód, ale też mam zawsze jeden rodzaj opon na całym obu osiach. Przy różnych oponach to już nie jest takie oczywiste, że te z wyższym bieżnikiem są "lepsze". Kiedyś było w TV facet miał problem z rozłączaniem napędu 4x4 w mitshubishi L200. Powodem okazały się różne opony na osiach. #547 Jak Was kiedyś obróci to zmienicie filozofię. #548 Zawsze lepsze na przód, nie zaleznie od napedu i nie ma jakiejkolwiek dyskusji. Podsterownosc jest duzo bardziej niebezpieczna niz nadsterownosc, która latwo opanowac. #549 Pomyliłeś pojęcia - znawcy #550 Nic nie pomylilem. Nadsterownosc mozna latwo skontrowac, a jak ci wypłuży przod to nic nie zrobisz. Jak masz problem z obracaniem, to proponuje pocwiczyc jazde, a nie zwalac na opony #551 Nawet na nalewkach mnie jeszcze nie obróciło, a co dopiero na letnich 225... Nie wiem, co na felgę trzeba zakładać, albo jak jeździć, żeby samochód dupa zarzuciło Wysłane z mojego Redmi Note 4 przy użyciu Tapatalka #552 Wjedź w kałuże na zakręcie. #553 @luckyboy nie ma problemu. Dzisiaj na Śląsku lało, jak cholera - 150km\h autostradą ciąłem, aż miło. Zero kłopotów z "myszkowaniem" samochodu, czy kłopotami z przyczepnością. W kałużę zdarzyło mi się wjechać na zakręcie nie raz na odcinku autostrady Tychy-Kraków. Zero problemów. Podstawa to jak już pisałem dwa razy - zawias 100% sprawny tak przedni, jak tylny i porządny stan opon. Gdyby zarzucanie dupą było w przednio napędowym samochodzie tak łatwe, to ludzie rozbijaliby się na potęgę po deszczu. Teraz po tym samym deszczu wyhamuj na czas przed przejściem dla pieszych w krytycznych sytuacjach. Last edited by a moderator: Deleted member 7 #554 Jak Was kiedyś obróci to zmienicie filozofię. Nie zmienie nigdy bo zawsze mam 4 w miarę równe opony. Po pierwszym sezonie przód jest trochę bardziej zużyty niż tył dlatego na kolejny je rotuje i w trakcie sezonu opony się wyrównują na obu osiach. Od kiedy tak robię i kupuje opony kompletami po 4 nie mam dylematu jak je zakładać. Jak bym lepsze trzymał na tyle to w końcu będzie tak, że kupie nowe bo przód może wytrzyma 2 sezony i oczywiście według znawców będę je musiał założyć na tył, a tylne po kilku sezonach z połową bieżnika, które się jeszcze nie zuzyły bede musiał wsadzić na przód. Wtedy jest problem bo masz na dwóch osiach opony w różnym wieku i stopniu zużycia. #555 4 równe opony nie pomogą na nierówne drogi i stojącą wodę np. po jednej stronie, przez taką sytuację na autostradzie przy prędkości ok. 160 km/h rozbił się mój znajomy który jechał podczas deszczu, jedna strona samochodu najechała na stojącą wodę przez co samochód zaczęło obracać, wypadł poza drogę w drzewa i potem kilka miesięcy w szpitalu + uszkodzony kręgosłup. Deleted member 7 #556 No i jaki to ma związek z tematem, ze się kolega rozbił? Bo imo pokazuje tylko głupotę ów kolegi. 4 równe opony nie sa gwarancją bezpieczeństwa bo bez zdrowego rozsądku nic nie dadzą ale 4 równe opony sprawiają, ze auto zachowa się bardziej przewidywalnie. Jak ktoś nie ma wyobraźni i wali 160 w deszczu gdzie nawet w topowych oponach premium aquaplaning pojawia się poniżej 100km/h to niestety nic nie pomoże. PS Na autostradzie wypaść poza drogę w drzewa to naprawdę trzeba się postarać #557 @Plywak Też uważam że to głupota i brak wyobraźni, mój post bardziej tyczył się tego co napisał kolega Zielony34 Last edited by a moderator: Deleted member 7 #558 Aaa to spoko ja nawet tego nie komentowałem bo to nie jego pierwsze takie "przechwałki" w tym temacie #559 4 równe opony nie pomogą na nierówne drogi i stojącą wodę np. po jednej stronie, przez taką sytuację na autostradzie przy prędkości ok. 160 km/h rozbił się mój znajomy który jechał podczas deszczu, jedna strona samochodu najechała na stojącą wodę przez co samochód zaczęło obracać, wypadł poza drogę w drzewa i potem kilka miesięcy w szpitalu + uszkodzony kręgosłup. Na niedawno oddanym odcinku S8 koło mnie (Radziejowice-Wolica) jest tyle bubli w odprowadzaniu deszczówki, że 120km/h to jest dużo za dużo. Ciekawe czy można to gdzieś zgłosić, żeby faktycznie poprawili a nie zbyli mailowo. #560 Czasami płynie rzeka miejscami przez drogi w poprzek i można zdziwić się. Home Sprzęt RTV/AGDTelefony Komórkowe zapytał(a) o 18:24 Rozbił mi się telefon... ...ma takie pęknięcie od wewnątrz. ("niezniszczalna") nokia 500. Nie działa dźwięk (na 90%), ekran czarny w białe paski. Poza tym potrafię go odblokować z pamięci (kieruję się układem białych pasków) więc myślę, że oprócz ekranu i ewentualnie dźwięku nic się nie Nie przyjmą na gwarancję, prawda?2. Jest sens iść do serwisu,3. Czy może wymienić samemu,4. Czy się z nim pożegnać? Miałam go zaledwie 4 miesiące, więc mi go trochę żal :( Odpowiedzi Dawaj do serwisu. Ja w moim se w995 miałem to samo ;D Oddałem do serwisu w iławie i zapłaciłem 100 zł wszystko jest idealnie ;p blocked odpowiedział(a) o 18:44 Jest szansa, że Ci naprawią. Albo będzie podobnie jak ja miałam. Poszłam do serwisu a oni powiedzieli, że mogę go sobie do pobliskiego kosza na smieci wyrzucić xd Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub

kolega rozbił mi samochód