Zadzwoń w tygodniu, np. w pon. lub wtorek i zaproponuj termin na czwartek. Jeśli pasują Tobie tylko niedziele, a już wiesz, że ta dziewczyna w niedziele niekoniecznie ma czas, to albo to nie jest dziewczyna dla Ciebie albo nie masz czasu na dziewczyny i powinieneś coś zmienić w swoim życiu, żeby mieć czas.
Premier Morawiecki mówił, że zostawił dobrze płatną posadę w banku, by służyć Polsce. – Ze szkodą dla Polski – twierdzi niedawna opozycja. – I dla rządu – ironizują jego
Masz dom to zapier Nie ma innego wyjścia !!!By w weekend szybko móc pić, trzeba mieć to.- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
. Drzewo, które rosło obok płotu wszyscy nazywali małą sosna. Nie wiem jak to się stało, ale któregoś dnia spostrzegłam, że sięga co najmniej 3 metry ponad wysokość ogrodzenia i że ani ono ani ja, nie jesteśmy już dawno dziećmi. Czas mija tak szybko. I ma to masę konsekwencji. Dawno temu, kiedy byłam studentką, jeden z profesorów, tak zaczął swój wykład. Proszę Państwa – mówił z pełną powagą – jeśli jeszcze tego nie czujecie, to najwyższy czas zacząć – Moja babcia, kiedy miała 70 lat powiedziała mi najważniejszą rzecz, jaką wiem o sobie i o życiu – czas nie pędzi, czas zapierdala. Nie ma chwili do stracenia. Nie ma na co czekać. Czas i tak minie. W poszukiwaniu straconego czasu Upływ czasu dostrzegamy zwykle dopiero po fakcie, na co dzień mija niepostrzeżenie. Dlatego marnujemy dni i godziny, nie mówimy bliskim tego, co powinno być powiedziane, trwamy w urazach, nie jesteśmy zdolni do refleksji, żyjemy z dnia na dzień. Bagatelizujemy fakt, że nie jesteśmy wieczni. Nikt nie jest. Tymczasem świadomość własnej śmiertelności nie powinna nas specjalnie zasmucać (nie mamy na to wpływu), ale raczej mobilizować do tego, aby jak najlepiej wykorzystać czas, który nam pozostał. Nie masz wieczności, ale masz x dni, które możesz przeżyć dobrze, źle, albo tak sobie. Czy to mało, czy dużo? Bez znaczenia, bo to wszystko co masz. Problemy rosną w czasie Całkiem jak ta mała sosna. I bardzo często dzieje się to równie niepostrzeżenie. Lubimy wierzyć, że coś stało się nagle, jakoś tak, z dnia na dzień, ale tak naprawdę rzadko tak się dzieje, a zdarzenia, które w ten sposób postrzegamy są zwykle konsekwencją wieloletnich zaniedbań, działania, albo zaniechania działania i można je było z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć. Pod warunkiem, że bylibyśmy ich świadomi. Często jednak nie jesteśmy. Zaradź złemu póki czas „Zaszyj dziurkę, póki mała — Mama Zosię przestrzegała. Ale Zosia, niezbyt skora, odwlekała do wieczora. Z dziurki dziura się zrobiła. A choć Zosia i zaszyła, popsuła się suknia cała.” – ten wierszyk znamy od dziecka. I w życiu jak w wierszyku, dobrze cerować problemy i szukać rozwiązań wtedy kiedy dopiero raczkują i ledwo odrastają od ziemi, a nie wtedy, kiedy sięgają trzy metry ponad płot i czujemy się mali i nic nieznaczący w ich cieniu. Gdybym nie miał żadnej nadziei na lepsze, zmieniłbym całe życie Napisał kiedyś w komentarzu do postu Tomek Tomczyk. Można go lubić, albo nie, nie ma to większego znaczenia, ale to zdanie pokazuje świetnie różnicę między osobą, która aktywnie działa w obszarze swojego wpływu, a kimś, kto wchodzi w rolę ofiary ( więcej TUTAJ). Pamiętaj, że oprócz ograniczeń masz też możliwości. I nigdy nie wiesz do końca jak wykorzystanie jednej z nich odmieni twój punkt widzenia i twoje życie. Czas nie pędzi, czas zapierdala. Zaraz będzie jutro, a potem za miesiąc. Nie czekaj. Nie ma na co. Wszystko co masz, to ten czas. Jeśli nic nie zrobisz, stracisz go. Nie dostaniesz z powrotem ani minuty. Podobało się? Podaj dalej! Dziękuję 🙂
Tadeusz Pawłowski po poniedziałkowym treningu ostro rozmawiał ze swoimi piłkarzami. Trener Śląska myśli już nad następnym sezonem. - Puchary wciąż są możliwe, ale co będzie dalej? - ręczna. Śląsk Wrocław zmiótł Siódemkę i zostaje w PGNiG Superlidze mężczyzn! (ZDJĘCIA)Jeśli ktoś uważał, że trener Tadeusz Pawłowski nie potrafi krzyczeć na swoich piłkarzy, to poniedziałkowy trening zweryfikował tę opinię. Zajęcia były otwarte dla dziennikarzy, przyszło ich niewielu, a że Śląsk tym razem ćwiczył na głównej płycie stadionu przy Oporowskiej, to stanęli dalej, przy krytej trybunie. Pawłowski na koniec zebrał zawodników dookoła siebie, po czym zaczął tłumaczyć coś podniesionym głosem. - Panowie, nie może być tak, że wy przechodzicie półtorej godziny! Tu trzeba zapier*** - mówił ostro rzucając przy tym z rzadka mięsem. Generalnie - miło nie było. Pawłowski tej wiosny dotknął szklanego sufitu, ale jednocześnie stał się też w pewien sposób zakładnikiem własnego sukcesu. Śląsk jesienią był rewelacją, ale w tym roku wyniki ma bardzo słabe. Na 15 meczów w lidze wygrał zaledwie dwa i osiem zremisował. Jest lepszy tylko od GKS-u Bełchatów, który remisów ma mniej, ale tyle samo zwycięstw. Prawda leży gdzieś po środku - drużyna nie jest aż tak mocna, jak jesienią, ale też przecież ma piłkarzy, których stać na lepszą grę. Na domiar złego znów na pierwszy plan często wychodzą kwestie finansowe i właścicielskie. Owszem - sporo długów zostało spłaconych, a piłkarze dostają pensję na czas, ale szkoleniowiec miota się, będąc co pół roku zmuszonym do tego, by szukać tanich zastępców dla dotychczasowych filarów drużyny. Latem 2014 roku odeszli z klubu Dalibor Stevanović, Marian Kelemen czy Adam Kokoszka, zimą do Lechii przeniósł się Sebastian Mila, a latem do Lecha Poznań odejdzie Marco Paixao. - Jestem tu trenerem 15 miesięcy. Od początku mówię, żebyśmy zrobili we Wrocławiu coś razem. Ja zajmuję się sportem, swoją robotą. Nie byłem u żadnego polityka. Nie chodzę do rady nadzorczej - powiedział Pawłowski po meczu z Górnikiem Zabrze zapytany, czy nie kończy mu się cierpliwość na tę sytuację. Do tego dochodzi dramatyczna frekwencja - 5875 osób oglądało mecz z Górnikiem. - Smutno mi jest. To zrobiły ostatnie dwa lata, kiedy działo się wiele negatywnych rzeczy i pisano negatywne artykuły. Gdy gramy w sobotę czy w niedzielę, to ostatnie artykuły są o Mili, Lechii czy zmianie właścicieli, zamiast o samej drużynie. Nie mamy ani jednego reprezentanta Polski, zdecydowanego lidera w środku pola, a do tego brak gwiazd - wyliczał Pawłowski. Pytany o europejskie puchary stwierdził, że awans "jest możliwy", ale należy się zastanowić, co dalej. - Przy obecnej kadrze w I rundzie eliminacji LE nie dalibyśmy rady - dodał. Karkołomny terminarz zakłada, że ten sezon ekstraklasy kończy się 7 czerwca, kolejny zaczyna 17 lipca. I runda eliminacji Ligi Europy zaplanowana jest już na 2 lipca. Gdyby WKS grał w pucharach, piłkarze dostaliby góra dwa tygodnie wolnego.
Dzień dobry... Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało. Ania Ślusarczyk (aniaslu) Zaloguj Zarejestruj Dzisiaj Dzień Ojca i z tej okazji zapraszam cię do wysłuchania rozmowy, której bohaterem jest Patrick Ney. Psycholog, doradca rodzicielski, tata dwóch córeczek, urodzony w Anglii, co w tej historii ma również znaczenie ;) Posłuchaj rozmowy Natomiast o 17:00 zapraszam Cię na live z Agnieszką Hyży - porozmawiamy o rodzicielstwie, macierzyństwie i oczywiście o ojcostwie. O tym co robić z "dobrymi radami". Dołącz reklama Starter tematu wera86 Rozpoczęty 24 Maj 2011 #97 931 U mnie znów rzyganko. Zawsze jak już myślę, że to już za mną to nagle atak Nie możesz się do dobrego przyzwyczajać reklama #97 932 O jaaa. Mój mały dopiero dwa miesiące i mam wracać w okolicy jego roczku, ale w ogóle tego nie widzę, tym bardziej, że zarobię mniej niż mam teraz na miecrzynskim i jeszcze jeździć będzie trzeba i paliwo palić. A nie wiadomo, czy do tego czasu to po 10 zł nie będzie zazdraszczam, że się cieszysz z powrotu #97 933 U mnie znów rzyganko. Zawsze jak już myślę, że to już za mną to nagle atak Ja tak miałam przez całe trzy trymestry który masz tydzień? #97 934 Ja tak miałam przez całe trzy trymestry który masz tydzień? 15tydzien, ale chyba za dużo zjadłam. Nie czułam mdłości i smacznie zajadalam i nagle zwrotka. #97 935 O jaaa. Mój mały dopiero dwa miesiące i mam wracać w okolicy jego roczku, ale w ogóle tego nie widzę, tym bardziej, że zarobię mniej niż mam teraz na miecrzynskim i jeszcze jeździć będzie trzeba i paliwo palić. A nie wiadomo, czy do tego czasu to po 10 zł nie będzie zazdraszczam, że się cieszysz z powrotu No bo ja już trochę w domku siedzę. Zawsze bylam zadowolona z pracy no i też jak za długo w domu siedzę to nie najlepiej na mbie wpływa do października mam czas to poukładać a w międzyczasie wakacje. No I mam super szefa także będę pracować od 8 do 14. #97 936 Jwju mi tak sie nie cgcw wracac bo z tego co dziewczynt mowia to jest taki zapier...l ze dodatek ta nasza dyrka Tylko mojej kierowniczki mi szkoda bo drugiej kiwrownik nie ma i moja tyra za w mojej pracy to bylam w mojej pracy w zeszly czwartek zlozyc wniosek o urlop wychowawczy do konca wiem czy Misia od wrzesnia pojdziw do zlobka bo tak jak mowilam zawaline sa dziecmi ukrainskimi-to nic ze ich mamy nie pracuja po co polskie matku maja wracac do pracy niech w domy siwdza i zahmuja sie dziecmi Nie wiem co komercyjnych w peywatnych zlobkach nie ma wiec zalamana w przyszlym juz cos wiedziec. U nas naprawdę nie ma problemu i że zrobię i przedszkolem na moim zadupiu #97 937 No bo ja już trochę w domku siedzę. Zawsze bylam zadowolona z pracy no i też jak za długo w domu siedzę to nie najlepiej na mbie wpływa do października mam czas to poukładać a w międzyczasie wakacje. No I mam super szefa także będę pracować od 8 do 14. Należy ci się godzina na karmienie piersią. U nas dziewczyny nie karmią a korzystają z tego przywileju #97 938 Jwju mi tak sie nie cgcw wracac bo z tego co dziewczynt mowia to jest taki zapier...l ze dodatek ta nasza dyrka Tylko mojej kierowniczki mi szkoda bo drugiej kiwrownik nie ma i moja tyra za w mojej pracy to bylam w mojej pracy w zeszly czwartek zlozyc wniosek o urlop wychowawczy do konca wiem czy Misia od wrzesnia pojdziw do zlobka bo tak jak mowilam zawaline sa dziecmi ukrainskimi-to nic ze ich mamy nie pracuja po co polskie matku maja wracac do pracy niech w domy siwdza i zahmuja sie dziecmi Nie wiem co komercyjnych w peywatnych zlobkach nie ma wiec zalamana w przyszlym juz cos wiedziec. Ja idę na urlop wychowawczy na rok z własnego wyboru w takim sensie że poprostu chce te pierwsze lata spędzić z dzieckiem nie powiem lubię swoją pracę, ale nie chce póki co go nigdzie oddawać dopiero do przedszkola. #97 939 Nie wiem czy pamiętacie jak pisałam o buncie córki, nawet butem we mnie rzuciła. Teraz od tygodnia jesteśmy w domu, zupełnie inne dziecko, zachowuje się normalnie. Jednak żłobek mojej córce nie służy Musimy męczyć się jeszcze miesiąca. Od razu odpowiem, żłobek na 99% jest ok. obserwowałam panie wielokrotnie, stosunek do dzieci,.ciepłe podejście. Nie znam innej mamy która byłaby niezadowolona. Opiekunki te same, żadnych zmian. W żłobku nie rozpacza a jednak jest jakiś problem. Zaraziłam się od córki mam zapalenia gardła, spałam jakieś trzy godziny, jprdl..Właśnie zadzwoniłam do męża z tekstem "kochanie zapraszam dziś na 17, masz opiekę nad naszą córką" reklama #97 940 Ja idę na urlop wychowawczy na rok z własnego wyboru w takim sensie że poprostu chce te pierwsze lata spędzić z dzieckiem nie powiem lubię swoją pracę, ale nie chce póki co go nigdzie oddawać dopiero do przedszkola. Ja tez bym chciala siedziec z corcia 3 lata ale finansowo nie damy rady
Marek Saganowski: Przychodząc tutaj zdawałem sobie sprawę, że trzeba będzie mocno popracować, żeby właśnie tak zacząć. Przyszedł efekt ciężkiej pracy i jest tak, jak jest. Nie żałuje pan, że wcześniej wrócił do ŁKS, a nie lepszego klubu? Marek Saganowski: Nie. Władze zapewniały mnie, że ŁKS będzie odbudowywany. Sytuacja, jaka później się wytworzyła, mnie zaszokowała i chyba przerosła. Rozmowa była tylko o jednym, o zaległościach, na piłce nikt się nie skupiał. Patrząc na pana obecną dyspozycję można żałować, że nie grał pan w lepszych warunkach już wcześniej. Marek Saganowski: Ja nie żałuję. Próbowałem zrobić wszystko, aby w ŁKS-ie było dobrze. Nie mam sobienic do zarzucenia. Założyłem, że wrócę do Polski, do mojego klubu, któremu udało się awansować do ekstraklasy. Wydawało mi się, że to prezent od losu, iż wracam do domu, miasta, gdzie się urodziłem i wychowałem. Chciałem ŁKS odbudować, wyciągnąć z marazmu. Teraz wyciąga pan Legię. Marek Saganowski: Nie trzeba jej wyciągać, trzeba tylko zapomnieć o ubiegłym sezonie zapomnieć. Mamy teraz kolejne cele do zrealizowania. Legia chyba znowu stanowi drużynę. Jak duża jest w tym pana rola? Marek Saganowski: Jak każdego. Jest super atmosfera, fajnie się czujemy, nie ma zazdrości czy nienawiści. Nawet kiedy trener robił roszady w składzie, nikt nie stroił fochów. To wynik jasno przedstawionych założeń: będzie tak i tak. Ale pan miał pomóc tworzyć tę atmosferę w szatni. Marek Saganowski: Trener i działacze wiedzieli, po co mnie ściągają. I chyba to był dobry ruch z ich strony. Zgodzi się pan z teorią, że w Legii byli dobrzy piłkarze, ale brakowało wojowników? Marek Saganowski: Zgodzę, że faktycznie Legia ma bardzo dobrych piłkarzy. Co do poprzedniego sezonu, wszyscy mówili, że brakowało jej walczaków. Są tu tacy, którzy potrafią walczyć, ale zabrakło osoby, która podchodzi do zawodu następująco: nie ma fochów, trzeba zapier... i swoją robotę wykonać. Myślę, że na teraz właśnie to przede wszystkim daję drużynie. Trener Urban mówi: Marek może zagrać lepiej lub gorzej, ale nikt mu nie zarzuci, że nie walczy. Zawsze pan taki był? Marek Saganowski: Tak. Zawsze ciężko było mi pogodzić się z porażką, chociaż staram się tego nie pokazywać. Nie lubię być obijany. To mnie drażni. Nawet jakbym miał jedną nogę, a ktoś zacząłby mnie obijać, to bym walczył. Tak zostałem wychowany, że mam zapier... i tak wychowuję swoje dzieci. W życiu wszystko trzeba sobie wywalczyć, wydrzeć. Jest pan napastnikiem, który nie ma przestojów, cały czas gdzieś biega. Marek Saganowski: Dopiero teraz, kiedy w Legii jest system Amisco, sam to widzę. Faktycznie, zawsze jestem w czubie tych, którzy najwięcej biegają. Inaczej nie potrafię. Muszę być pod grą, nawet jeśli przesadzam i przez to są jakieś niedociągnięcia. Kiedyś trener Leo Beenhakker powiedział: „nie biegaj ciągle, tylko stań przy polu karnym i czekaj". Czułem się tak, jakbym był związany, nie mógł grać w piłkę, robić to, co kocham. Dzięki tym cechom bardzo szybko zaaklimatyzowałem się w Anglii. Minął miesiąc, a czułem się, jakbym był tam pół roku. Czyli jest pan zaprzeczeniem powiedzenia, że lepiej mądrze stać niż głupio biegać? Marek Saganowski: Są tacy, którzy mądrze stoją, czekają i wiedzą, kiedy się zerwać. Ja mam swój styl, temperament, wolę popracować. Właśnie przechodził obok nas kibic Legii, który powiedział: „wielka sprawa Marek, że wróciłeś". Ile razy słyszał to pan w ostatnich dniach? Marek Saganowski: Jeszcze zanim podpisałem kontrakt i przyjeżdżałem na Legię, słyszałem od kibiców: „Przyda się taki zawodnik. Dobrze, że wracasz, my starzy cię dobrze pamiętamy". To cieszy. Każdy piłkarz pracuje na szacunek u kibiców. Ja zawsze zostawiałem trochę zdrowia na boisku, obojętnie gdzie grałem. Legia to dla mnie jeden z lepszych okresów w lidze polskiej. Fajnie, że ktoś to docenia. Miesiąc temu opinie były różne... Szczególnie u tych młodszych. Po co nam stary Saganowski – pytali. Marek Saganowski: Każdy człowiek ma prawo do swojego zdania. Fajnie przyjść do domu, wejść do internetu, napisać coś, wyłączyć komputer i się cieszyć. Takie sytuacje potrafią podgrzać zawodnika, choć myślę, że więcej było pozytywnych reakcji. Szczerze mówiąc, jak ktoś mądry chce cię skrytykować, to przyjdzie i powie wprost, co mu nie pasuje. Takiej krytyki się nie boję. Anonimowe głosy mnie nie bolą. Mój przyjaciel ostatnio mi wysłał SMS-a: „no Marek, pozamykałeś, za przeproszeniem, ryje niektórym z internetu". Grał pan kiedyś z lepszym piłkarzem od Danijela Ljuboi? Marek Saganowski: Grałem z różnymi, Henrikiem Larssonem, Giovannim van Bronckhorstem – każdy z nich jest inny. Ljubo to zawodnik świetny technicznie, wszystko widzi. Podoba mi się zwłaszcza jedno – nie gra tak, jak większość ludzi się spodziewała, czyli pod siebie. Pozycja cofniętego napastnika, pasuje do niego idealnie. Coraz częściej mówi się, że jego skuteczność wynika z pana sposobu gry – robi pan mu miejsce, rozbija rywala, a Ljuboja ma łatwiej. Marek Saganowski: Taka sama sytuacja była kiedyś, jak Stanko Svitlica wygrał klasyfikację strzelców naszej ligi. Ale przypominam, że nawet jak zagram dobrą piłkę, to jeszcze ktoś musi umieć to wykorzystać. Ljuboja czy Svitlica to tacy piłkarze. Mówił pan, że wszystko w życiu trzeba wydrzeć. Tak samo będzie z awansem do fazy grupowej Ligi Europy? Marek Saganowski: Oczywiście. To pokazały poprzednie rundy. Jeśli się na maksa nie skoncentrujesz i nie walczysz, to jest ciężko, zwłaszcza polskiej drużynie. Nieprzypadkowo nasza reprezentacja zajmuje odległe miejsce w rankingu FIFA. Wszyscy idą do przodu, uciekają nam, dlatego starcie z Rosenborgiem będzie trudne. Ale jeśli chcemy liczyć się w Europie, Norwegów musimy przejść. Co jest waszą siłą? Marek Saganowski: Kolektyw i wszystko po troszeczku. Uważam, że gramy fajną, widowiskową piłkę, zdobywamy dużo bramek, są indywidualności, które potrafią grać dla drużyny. A przecież mamy rezerwy, kilku zawodników dojdzie. Trener fajnie to ustawia, żongluje nami, a to oznacza, że mamy zespół, w którym każdy czuje się potrzebny. Czujecie presję? Działacze nie ukrywają, że wejście do Ligi Europy zagwarantuje stabilizację finansową. Marek Saganowski: Na razie z czymś takim się nie spotkałem, nikt od tego dwumeczu nie uzależnia przyszłości Legii. Ale sami zdajemy sobie sprawę, jakie korzyści finansowe ma klub grający w Lidze Europy. Większość poczuła to w poprzednim sezonie, kiedy udało się awansować. Wiecie już jak gra Rosenborg? Marek Saganowski: Poznajemy go. Trenerzy przyjęli taki system, że wszystko wiemy dzień przed meczem. Dlaczego? Marek Saganowski: Żeby niczego nie przeoczyć. 24 godziny przed meczem jest już największa koncentracja, wtedy najłatwiej przyswaja się takie informacje. Spodziewa się pan przede wszystkim walki fizycznej? Marek Saganowski: Nie odkryję Ameryki jak powiem, że Norwegowie będą grali długimi podaniami, na walkę. I na tę walkę musimy być przygotowani. To dlatego mecz z Koroną był idealnym przetarciem? Marek Saganowski: Tak. Fajnie, że udało się wysoko wygrać, a cztery bramki były najniższą karą dla rywala. Mnie cieszy też coś innego – że nie tylko przetrzymaliśmy ich agresję, ale umieliśmy się jej przeciwstawić. To znaczy, że jesteśmy zespołem gotowym na walkę. Dlaczego niektórzy z zawodników w poprzednim sezonie nie walczyli, a teraz jeżdżą po boisku na tyłkach? Marek Saganowski: To zasługa trenera. On wie, że umiemy grać w piłkę, że kombinacyjna gra nam nie przeszkadza. Tyle, że taki zespół trzeba zmusić do walki. Trenerowi się to udało. Czyli jeżeli dorównacie Rosenborgowi pod względem fizycznym, to o aspekt piłkarski nie ma co się martwić? Marek Saganowski: Nie chcę przekreślać szans rywala. Ale wierzę w nas, w nasze umiejętności. Jeśli zagramy tak, jak chcemy, będzie dobrze. Jeszcze nigdy żadna nasza drużyna nie grała dwa razy z rzędu w fazie grupowej europejskich pucharów. Czujecie, że to może pomóc tej naszej poniewieranej piłce nożnej? Marek Saganowski: Poniewieramy to my ją sami. Ci, którzy nie mają o niej pojęcia, siedzą w lekkiej atletyce czy gdzieś indziej, wygadują różne głupoty. Nie wiem, czy z zazdrości, czy dlatego, że im w futbolu nie wyszło i musieli uprawiać inne sporty. To naprawdę piękna przygoda, dwa razy z rzędu grać w Lidze Europy, zdajemy sobie z tego sprawę. Zabolały pana słowa mistrzów olimpijskich na temat piłkarzy? Marek Saganowski: Oczywiście, że tak. Jeśli na temat ambicji i honoru wypowiada się pan Kołecki, to chciałbym go zapytać, dlaczego dwa razy złapano go na dopingu. Jeśli jest taki honorowy, to czemu korzystał z niedozwolonych środków, by osiągać sukcesy? Uważam, że on nie ma honoru. Co mówi panu liczba 17? Marek Saganowski: Tyle brakuje mi do setki. Nie lat, a bramek w naszej lidze. Nie ukrywam, to mój cel, który chcę osiągnąć. W ciągu roku, dwóch, trzech, ale chciałbym kiedyś usiąść z moimi synami i powiedzieć: „tata strzelił 100 goli w polskiej lidze". >> Urban: Zagramy przeciwko piłkarzom, a nie drwalom Dobrze byłoby też usiąść jesienią i powiedzieć, że tata grał w fazie grupowej wszystkich europejskich pucharów? Marek Saganowski: Ligę Mistrzów i Puchar UEFA zaliczyłem. Chciałbym im móc tak powiedzieć i myślę, że stać nas na awans. >> Zamieszanie w Polonii Warszawa!
nie ma czasu trzeba zapier